Chociaż w tym roku pogoda nas nie rozpieszcza i patrząc za okno ciężko w to uwierzyć, to długi weekend majowy zbliża się do nas wielkimi krokami. Dla nas, ludzi zakochanych w winie ciężko jest sobie wyobrazić majówkowy piknik, grilla czy też domówkę bez odpowiednio dobranego trunku. Jest to czas, który mnie osobiście kojarzy się z przejściem z win „zimowych” na wina „wiosenne”, a za takie uznaję wina lekkie, świeże i o aromatach przynoszących na myśl soczyste owoce, które równie dobrze smakują z jedzeniem jak i bez.

Jakie wino pasuje do polskiej majówki?

Dobór wina to oczywiście kwestia bardzo indywidualna, jednak z własnego doświadczenia wiem, że kiedy na zewnątrz temperatura rośnie, a na drzewach pojawiają się pierwsze kwiaty bzu, to gościom mojej restauracji przestają smakować ciężkie wina czerwone, bardziej skomplikowane szampany czy też potężne beczkowe chardonnay. Zarówno goście, którzy wyborów dokonują bardziej świadomie, jak i ci mniej doświadczeni konsumenci, mając przed sobą próbki win, prawie zawsze decydują się na pozycje lekkie i świeże. Tak więc, zamiast ciężkich i drożdżowych win musujących lepiej sięgnąć po jakże modnego w ostatnich latach „pet-nata, który ze swoją świeżością i soczystością potrafi skutecznie ugasić pragnienie, a w odsłonie zaprezentowanej przez organicznego producenta Alta Allela, naturalny „AUS” potrafi również zaskoczyć złożonością i techniczną perfekcją wykonania. Aromaty tego wina to definicja wiosennej zwiewności: świeże jabłko papierówka, odrobina gruszki i kwiaty bzu, a w ustach natomiast eksplozja świeżości podszyta delikatnym musowaniem. To wino to polska majówka w płynie zamknięta na kapsel.

Wino na majówkowym pikniku

Polska majówka przybiera zazwyczaj dwie formy: piknik lub grill. Jeżeli jesteście zwolennikami wypadów na łono natury z najbliższymi w towarzystwie kosza wypełnionego przekąskami, a zamiast kieliszków do wina macie ze sobą kubki (chociaż ja osobiście zaopatrzyłem się w tanie, a szklane kieliszki do wina, które zawsze zabieram ze sobą – mam wtedy pewność, że wino będzie miało okazję zaprezentować mi się należycie), to dobrym rozwiązaniem będą wina niezobowiązujące, które wybaczą nam mniejszą dbałość o temperaturę czy odpowiednie szkło; wina które łatwo i przyjemnie się pije. Oczywiście pierwszym winem, które przychodzi nam do głowy jest włoski „must be” każdego pikniku, czyli Prosecco. Przy odrobinie wysiłku uda nam się je donieść ciągle przyjemnie chłodne na miejsce planowanego relaksu, a poza wspomnianą łatwością w odbiorze, ma jeszcze jedną kluczową zaletę – cenę. Za kwotę poniżej 40 złotych jesteśmy w stanie nabyć przyzwoitego „musiaka” (np. Prosecco Treviso od San Osvaldo). Kolejnym ciekawym, lecz mniej oczywistym wyborem mogą być wina musujące z włoskiego regionu Emilia-Romagna. Producent Casabella, z mało znanej nad Wisłą apelacji Colli Piacentini, oferuje nam lekko musujące wina (Frizzante). Białe – zarówno słodkie, jak i wytrawne powstają z aromatycznego szczepu Malvasia, który przez nas, Polaków, kojarzony jest głównie z chorwackimi wakacjami. Czerwone wino to klasyczne słodkie Lambrusco – rubinowa barwa, aromaty jeżyn, malin oraz porzeczek doskonale dopełnione przez smak, który na myśl przywodzi słodki, aczkolwiek świeży za sprawą bąbelków kompot z owoców leśnych. Cena win od Casabella jest iście piknikowa – za białe wina zapłacimy nieco powyżej 30zł, natomiast za Lambrusco równe 26,99 zł. Nic tylko organizować pikniki.

Wino na majówkowym grillu

Plenerowa majówka kojarzy nam się również z rozpoczęciem „sezonu grillowego”. Ponad murawą naszych podwórek unosi się wówczas aromat karkówki i grillowanych warzyw, a niezobowiązująca formuła takiego spotkania pozwala nam na nieco większą dowolność jeżeli chodzi o wybór alkoholi. Mając na uwadze mięsny charakter takich spotkań, nie zapominając jednocześnie o tym, że wino będzie również konsumowane bez towarzystwa jedzenia, wspaniałym wyborem wydają się wina czerwone o nienachalnym charakterze – wina, które z jednej strony dopełnią konsumpcję kiełbaski z chrupiącą skórką, a z drugiej wypicie dwóch kieliszków takiego wina solo, nie sprawi nam większych trudności. Bardzo bezpieczne zatem będzie poruszanie się między szczepami winogron takimi jak Zweigelt czy Pinot Noir. Oba wspomniane grona z powodzeniem uprawiane są oczywiście w Austrii, kraju, który gastronomicznie jest nam niezwykle bliski, a rosnącą popularność wina austriackiego w Polsce (szczególnie Zweiglelta) ma swoją przyczynę w doskonałej relacji jakości do ceny. Przykłady lekkich, wręcz kompotowych Zweigeltów można mnożyć, jednak na myśl o grillowanym mięsiwie, a jednoczesnym niezobowiązującym stylu wina, do głowy przychodzą mi dwie etykiety: nieco poważniejsze wino od biodynamicznej legendy Burgerlandu Josepha Umathuma oraz nieco bardziej kompotowe w dobrym tego słowa znaczeniu i nieco tańsze wino od Heinricha Hartla z Thermenregion. Oba te Zweigelty dają nam piękną, rubinową barwę z fioletowymi refleksami i oba wina rozpieszczają nas swoim owocowym aromatem wiśni z niuansami pieprzowymi w tle. Różnicą jest natomiast nieco większa głębia aromatów wina z Burgerlandu, które gorąco polecam dla bardziej wymagających amatorów biodynamicznych ciekawostek. Wspomniałem również o Pinot Noir, najtrudniejszej w uprawie, jednak moim zdaniem również najszlachetniejszej odmianie winogron, która często bywa w swoich austriackich czy węgierskich odsłonach niesamowicie przystępna zarówno dla osoby, która zaczyna swoją przygodę z winem, jak i dla wytrawnego konesera. Jeżeli zatem szukacie wina, które po otwarciu będzie pachnieć maliną, poziomką i różą, a smakować gładko niczym aksamit, to wino od kolejnego już w dzisiejszym zestawieniu biodynamicznego producenta Istvana Bencze jest dla was. Lekkie, zwiewne i bardzo świeże wino z okolic Balatonu nie męczy, bez względu na to czy pijecie je na kieliszki czy butelki.

Jakie wino sprawdzi się najlepiej na majówkowej domówce?

A co w przypadku jeżeli nie znamy dań, jakie zaserwuje nam gospodarz? Jakie są najlepsze uniwersalne wina na imprezy w czterech kątach? Dania na majówkę to raczej wypadkowa wiosennych kombinacji smaków oraz często spotykanych na naszych polskich stołach standardów; zaczynają od deski serów, a na sernikach kończąc. Dopasowanie jednego wina do tak dużej ilości niewiadomych może przysporzyć nam nie lada problemu. Najlepszym rozwiązaniem zatem będzie wybranie wina, które świetnie będzie piło się „pomimo” oraz takiego, które może zainteresować naszych kompanów. Moim faworytem do „odczarowania” w umysłach polskiego konsumenta są wina różowe, głównie kojarzone z landrynkowym kolorem, mdłym owocowo-słodkim smakiem i niską jakością. Dlatego też zaprezentowanie swoim bliskim wytrawnego i subtelnego różowego wina, może ich naprawdę mocno zaskoczyć oraz być powodem do ciekawej dyskusji. Swoje doświadczenie w „odczarowywaniu” win różowych opieram między innymi na delikatnym, bardzo kobiecym różu, tworzonym nomen omen przez kobietę. Austriacki Pink od Teresy Haider zachwycił i przede wszystkim przekonał do win różowych dziesiątki gości w restauracji, w której pracuję. Sprawdzał się świetnie zaserwowany na początku kolacji jako aperitif, a także później, jako towarzysz Pstrąga Jurajskiego. Wina różowe jednak to nie tylko wina spokojne. Moim zdaniem, najbardziej niedoceniane w naszym kraju bywają różowe wina musujące. Świeże, przyjemnie delikatnie owocowe potrafią wprowadzić nas w wiosenny nastrój nawet w najbardziej ponurą pogodę, niezależnie czy mamy ochotę na coś dzikiego jak różowy Pet-Nat czy też na wino bardziej klasyczne jak Cava. Różowych win musujących zamykanych na kapsel jest na naszym rynku coraz więcej, więc jest w czym wybierać. Mnie urzekają produkcje mikroskopijnych producentów, takich jak Hoop Wines z węgierskiej Mátry. Wyjątkowość doświadczenia gwarantowana jest przez wielkość produkcji, która wynosi łącznie zaledwie kilkaset butelek. Aby dostać wino od chłopaków z Północnych Węgier należy się jednak spieszyć, ponieważ ich wina ze względu na jakość i cenę (kékfrankos w momencie pisania artykułu jest dostępny w obniżonej cenie) są po prostu popularne, a przy takim nakładzie ich wyprzedanie nie zajmie wiele czasu.

Co oprócz wina warto zabrać na majówkę?

Jednak nie samym winem żyje człowiek (a przynajmniej nie powinien), a na nasze majówki warto zabrać przekąski, które będą dopełniać naszą wiosenną ucztę. Zorganizowanie sobie małej objętościowo, aczkolwiek różnorodnej pod względem ilości produktów deski tematycznej, będzie rozrywką dla imprezowiczów lubiących trenować swój zmysł smaku i węchu podczas prób wybrania idealnego wina do konkretnego gatunku sera czy długodojrzewającej szynki. Kolejnym produktem, który ja osobiście uważam za niezbędny na majówkowym pikniku jest kołnierz chłodzący do wina. Zdaję sobie sprawę, że w warunkach plenerowych potrafimy przymykać oko na pewnie niedogodności, takie jak zbyt wysoka temperatura wina. Jednak koszt takiego ustrojstwa jest naprawdę niski (na szybko wpisana fraza w google pokazuje ceny od 39 złotych, a wkłady chłodzące którymi możemy otulić wino w naszym koszyku to koszt jeszcze niższy i wynosi od około 10 do 20 złotych), a jego trwałość jest naprawdę wysoka i taki jeden kołnierz potrafi poprawiać jakość naszych doznań związanych z winem na dziesiątkach spotkań. Wyżej wspominałem również o tanich, szklanych kieliszkach. Warto wyposażyć się w komplet takich z dwóch powodów: pierwszym jest ekologia, gdyż za każdym razem zamiast używać plastikowych kubków możemy korzystać z wielorazowych, tanich szklanych kieliszków, których w razie zbicia nie będzie nam szkoda. Drugi powód to doznania i klimat picia wina z kieliszka, które nawet na pikniku jest doznaniem nie do zastąpienia.

Wina wymienione w artykule

Aus od Alta Allela – lekki, świeży i perfekcyjnie wykonany Pet-Nat, wino Naturalne.

Proseco Treviso San Osvaldo – włoska klasyka imprezowego nastroju.

Wina musujące od Casabella – nieskomplikowane, aromatyczne i owocowe wina z Włoch dające mnóstwo przyjemności z picia.

Zweigelt od Heinricha Hartla III – lekki, kompotowy Zweigelt o pięknym kolorze wdzięczącym się fioletowymi odblaskami, aromat wiśni i pieprzu. Usta to owocowa bomba, jest idealny na mniej formalne spotkania przy grillu (warto również przyjrzeć się innym winom tego producenta, takim jak Pinot Noir i Rotgipfler)

Zweigelt od Josepha Umathuma – austriacka legenda winiarstwa biodynamicznego, wiśniowo-czereśniowy nos z niuansami pieprzu i dymu, usta soczyście owocowe z pazurem i solidną strukturą.

Pinot Noir od Istvana Bencze – biodynamiczny producent spod Balatonu przedstawia delikatne wino o aromatach poziomki i maliny, usta gładkie i soczyste z akcentami herbacianymi.

Cava Mirgin Reserva Rose – organiczny Hiszpański producent z okolic Barcelony, wino o delikatnie różowym kolorze ze srebrzystymi odblaskami. „Reserva”, mimo swojej rangi, urzeka delikatnym, owocowym aromatem.

Pink Hoop Wines – różowe wina musujące od garażowego producenta z północy Węgier, obie propozycje jego Pet-Natów to zamknięta wiosna w butelce. Trzeba się jednak spieszyć, ponieważ mały nakład produkcyjny szybko może się wyczerpać.